Brak ludzi, granica na niby

Nie słabną głosy ekspertów wskazujące na dramatyczne skutki Brexitu dla brytyjskiej gospodarki. Ostatnio ujawniono np. badania przewidujące regres ruchu lotniczego, w konsekwencji kryzys na lotniskach – a co za tym idzie negatywne skutki dla gospodarki lokalnej i ogólnokrajowej. Pewne są także problemy w branży rolnej. 
Średnio co dwa dni ktoś ogłasza, że tutejsza gospodarka będzie słabo prząść bez pracowników z Unii Europejskiej. Ostatnio jednak media podały, że tylko 45% pracodawców (zrzeszonych w związku ALP) deklaruje, iż będą w stanie zatrudnić wystarczającą ilość pracowników EU na okres okołoświąteczny.
Z kolei The Royal College of Nursing obwieścił, że w tym roku do pracy w NHS zgłosiło się zaledwie 96 pielęgniarek z Unii... w porównaniu do 1300 przed rokiem. Podobna sytuacja jest i w innych branżach, a szczególnie w turystyce i sektorach ją wspierających.
Z kolei w rolnictwie ma brakować aż 15000 ludzi. Tylko jedna trzecia agencji pośrednictwa w tej branży jest w stanie zapewnić siłę roboczą do końca sezonu letniego. Jak żartują niektórzy, na święta może zabraknąć i indyka i brukselek.
W związku z tym pogarszają się proporcje w wymianie z zagranicą – Wielka Brytania importuje więcej, a eksportuje mniej. Ceny produktów rolnych i żywności rosną. Może być jeszcze gorzej. Sama branża rolna potrzebuje bowiem 85 000 zagranicznych pracowników rocznie, aby sprawnie działać. W to, że Europejczyków zastąpią przybysze z innych krajów, nikt poważny nie wierzy. Zresztą dlaczego by jedną imigrację zastępować drugą?
Na sytuacji korzysta Partia Pracy, która głośno optuje za porzuceniem dotychczasowego celu polityki imigracyjnej rządu, jakim miałoby być zmniejszenie jej do 100 tys. rocznie. Sprzyja im również pogląd większości Brytyjczyków (70%), którzy popierają ideę wolnego przepływu ludzi przez granicę.
Z tym przepływem ludzi może być jednak inny problem wywołany przez Brexit. Jeżeli rząd brytyjski nie porozumie się z UE w sprawie otwartego dostępu do europejskiego nieba, liczba pasażerów z Unii korzystających z największych brytyjskich lotnisk – w tym Heathrow i Manchester - spadnie nawet o 41%. Tak wykazują badania przeprowadzone na ich zlecenie. A to kryzys w awiacji i znów w branżach ją wspomagających. Nastąpi wtórne uderzenie w gospodarkę.
Deal z Europą musi zaś być zapewniony odpowiednio wcześniej, jako że na tym rynku kupuje się produkt (bilety lotnicze) ze sporym wyprzedzeniem. Więc nawet jeśli będzie umowa, ale dojdzie do niej za późno – zapłacą za to linie lotnicze, lotniska i wszyscy którzy mają coś z nimi wspólnego.

Jak w liście do jednej z manchesterskich gazet wykazywał kiedyś dyrektor wykonawczy Manchester Airports Group (MAG) Charlie Cornish, „ Wprowadzenie 'otwartego nieba' w 1992 roku wywołało rewolucję cenową, wzmogło konkurencję na rynku wcześniej kontrolowanym przez państwo. W rezultacie tego linie lotnicze stały się bardziej wydajne, ceny spadły, zaś zwiększył się wybór. Więcej Brytyjczyków było stać na latanie. Żaden rząd działając w pojedynkę nie byłby w stanie tego osiągnąć.”

Jednego natomiast twardym brexitowcom nie uda się osiągnąć – dokładnie zamknąć brytyjskich granic. Powodem jest problem z irlandzką granicą. Irlandia wszak jest członkiem Unii Europejskiej, zaś Północna Irlandia – częścią UK. Na mocy porozumień między obu krajami i politykami z Ulsteru, ta granica jest tylko wirtualna. I rząd brytyjski niedawno odrzucił koncepcję jej uszczelnienia, poprzez organizację przejść granicznych. Ktokolwiek wjedzie do Irlandii – będzie mógł wciąż bez przeszkód przejść do Irlandii Północnej – bez brytyjskiej kontroli.
Jak twierdzą niektórzy, to pierwszy element w procesie zachowania wolnego przepływu osób pomiędzy Wielką Brytanią, a Europą. Co z tego bowiem, że „od frontu” granica będzie zamknięta, jak z tyłu przejdzie kto chce.

CJ 
Comment Box is loading comments...

 INNE                                                                    

Nowy garb dla self employed
Zamiast zapowiadanych w UK – jak to robią politycy przed wyborami na całym świecie - ułatwień w procedurach, mogą pojawić się kolejne utrudnienia. Możliwa jest bardzo niemiła zmiana dla osób samozatrudnionych w Wielkiej Brytanii.
Zwijają się i w drugą stronę

Brytyjczycy nie tylko stracą europejskie biznesy działające nad Tamizą, ale sami również wyprowadzają się z kontynentu.

Do Polski zabierają sofę

Coraz więcej Polaków decyduje się na powrót z emigracji. Firmy przeprowadzkowe notują wyraźny wzrost zleceń. 70% pochodzi z UK i z Niemiec.

______________________

REKLAMA
________________________________________________________________________________________________________________________
©Media&Net Invest

Stwórz darmową stronę używając Yola.